Loty widokowe bez licencji i śmigłowiec poza rejestrem. Sprawa poważnego incydentu na R44

PKBWL w dniu 4 marca 2026 r. opublikowała uchwałę dotyczącą poważnego incydentu, nr 2025-0098. Zdarzenie miało miejsce 9 sierpnia 2025 r. w miejscowości Pólko, gmina Stawiszyn. Jak czytamy w uchwale „W jednym z lotów widokowych, w chwilę po starcie, śmigłowiec zahaczył płozą podwozia o przewody linii energetycznej średniego napięcia, następnie je zrywając. Zerwane przewody energetyczne częściowo pozostały na płozach śmigłowca, a częściowo spadły w pobliżu lokalnej drogi oraz na linię energetyczną niskiego napięcia.”

Źródło: uchwała nr 2025-0098, PKBWL

Tego rodzaju zdarzenie nie doprowadziło jednak nikogo do refleksji, że może warto byłoby żeby stan techniczny śmigłowca ocenił mechanik. Nie – organizatorzy nie bawili w takie szczegóły. Osoba wykonująca czynności lotnicze wylądowała, zdjęto resztki zerwanych przewodów energetycznych, kolejne osoby wsiadły i śmigłowiec odleciał.

Tak wysoki poziom profesjonalizmu osoba wykonująca czynności lotnicze prezentowała w czasie lotów widokowych, realizowanych w czasie festynu rodzinnego. Nie wiem czy były to loty zarobkowe (można się tylko domyślać) ale certyfikatu AOC nie posiadał.  

Usiądźcie wygodnie i zobaczcie, co ustaliła Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

  1. „Pilot” posiadał świadectwo kwalifikacji wydane przez Aero Club d’Italia. Lot wykonywany był śmigłowcem Robinson R44 Raven II, na który wymagane jest posiadanie licencji pilota oraz odpowiedniego uprawnienia na typ. Osoba wykonująca czynności lotnicze takich uprawnień nie posiadała. Mamy więc prawdopodobnie ciekawy przykład „wykonywania lotu lub innych czynności lotniczych, nie mając ważnej licencji lub świadectwa kwalifikacji albo niezgodnie z ich treścią i warunkami” – czyli czynu określonego w art. 211 ust. 1 pkt 5 ustawy – Prawo lotnicze.
  2. Śmigłowiec miał namalowane znaki rozpoznawcze I-9248, co sugerowałoby jego rejestrację we Włoszech. Problem polega jednak na tym, że nie był on wpisany do włoskiego rejestru statków powietrznych. Jak czytamy w uchwale PKBWL:
Kontynuuj czytanie „Loty widokowe bez licencji i śmigłowiec poza rejestrem. Sprawa poważnego incydentu na R44”

Jak powinno działać Just Culture? Przykład z praktyki

W ostatnim czasie trafiła do mnie sprawa karna. Szkolenie lotnicze, pilot-uczeń wykonuje ćwiczenia z instruktorem, następnie mają wykonać lądowanie. Przed wykonaniem lądowania wystąpiło kilka czynników, które splotły się w nieprawidłowe wykonanie procedury lądowania, na skutek czego doszło do zdarzenia lotniczego (PKBWL sklasyfikowała to jako poważny incydent). Nic się nikomu nie stało ale sytuacja była dość poważna, bo samolot bardzo poważnie uszkodzony – szkoda na prawie 900.000,00 PLN.

Sprawa trafiła do prokuratura, który zdecydował się postawić mojemu klientowi (pilot-uczeń) zarzut nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. Zgodnie z art. 174 § 2 Kodeksu karnego jest to przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat. Natomiast trzeba pamiętać, że sąd w razie skazania ma możliwość nałożenia na skazanego obowiązku naprawienia szkody – a ta jak pisałem była niemała. Wobec tych okoliczności sprawa była poważna.

Argumenty na obronę

Przyznam, że nie przepadam za procesami karnymi (to nie wygląda jak w filmie i wcale nie jest ciekawe) ale uznałem, że jak tylko będę w stanie pomóc klientowi to zrobię to. Więc siadłem do analizy i przeglądania akt. I znalazłem to, czego szukałem – od razu po zdarzeniu załoga poinformowała kierownika bezpieczeństwa ośrodka szkolenia w ramach systemu zgłaszania zdarzeń. Było to coś, co otwierało drogę do zamknięcia postępowania i uspokojenia klienta, zostało tylko przekonać prokuratora do swoich racji.

Na marginesie – oczywiście, że mojego klienta można było jeszcze łatwiej uwolnić od zarzutu wskazując, że w locie szkolnym dual to instruktor jest dowódcą statku powietrznego a w konsekwencji to on ponosi odpowiedzialność. Wskazałem to prokuratorowi ale skoncentrowałem się na wyłączeniu karalności w ogóle, wobec pilota-ucznia oraz instruktora. Nie znam co prawda instruktora, nie był moim klientem ale jakoś nie mieści się w moim podejściu do życia zrzucanie winy na kogokolwiek, kiedy można sprawę załatwić inaczej – oczywiście korzystnie dla klienta. Dlatego głównym argumentem obrony był ten brak karalności.

Kontynuuj czytanie „Jak powinno działać Just Culture? Przykład z praktyki”

Wypadek lotniczy na lądowisku – rozkład odpowiedzialności

Tym razem chciałbym Wam przybliżyć kwestię odpowiedzialności związanej z ewentualnymi wypadkami na lądowiskach. Temat jest nie tylko teoretyczny – może za sobą pociągnąć za sobą konsekwencje odszkodowawcze a nawet karne. Uczciwie przyznam, że pomysł na zajęcie się tym problemem wpadł mi do głowy po wypadku na lądowisku w Jastarni. Od razu jednak zaznaczam, że artykuł nie ma na celu przypisywania winy komukolwiek w związku z tym zdarzeniem. W ogóle nie odnoszę się ani do samego lądowiska Jastarnia ani do wodowania Pipera – artykuł opisuje abstrakcyjne sytuacje, które mogą zdarzyć się wszędzie.

foto: pixabay.com/4volvos

Odpowiedzialność i obowiązki na lądowisku ewidencjonowanym

Lądowisko ewidencjonowane to takie lądowisko, które zostało wpisane do ewidencji lądowisk. Aktualny wykaz lądowisk wpisanych do ewidencji możecie sprawdzić na stronie ULC. Lądowisko ewidencjonowane zawsze zakłada „zgłaszający”. Inaczej niż w przypadku lotnisk, na lądowiskach nie mamy funkcji „zarządzającego” – to zgłaszający odpowiada za bezpieczeństwo na lądowisku. No właśnie, czy zgłaszający będzie odpowiadał za wszystko co się na tym lądowisku dzieje? To, że odpowiada za swoje błędy i naruszenia jest oczywiste. Ale co z błędami pilota? Poukładajmy sobie wszystko po kolei.

Podstawową kwestią związaną z lataniem na lądowiska jest uzyskanie zgody zgłaszającego na wykonanie operacji. Ten obowiązek ciąży zawsze na dowódcy, który przed wykonaniem operacji musi mieć pozwolenie zgłaszającego na lądowanie na jego lądowisku. W praktyce często o zgodę nikt nie pyta, szczególnie kiedy mamy do czynienia z lądowiskiem eksploatowanym ciągle, na którym cały czas coś się dzieje. Jednak podchodząc do sprawy pragmatycznie (nie tylko formalnie) wymóg zgody jest bezwzględnym obowiązkiem dowódcy, wynikającym z art. 93 ust. 3 Prawa lotniczego. Jeżeli zgody nie było a zdarzył się wypadek, to dowódca może mieć poważne problemy, o których więcej przeczytacie pod koniec artykułu.

Tu natomiast zastanówmy się, jak zgoda ma wyglądać – czy można o nią się zgłosić na radiu w trakcie lotu czy też musi być formalnym glejtem z pieczątką zgłaszającego? Przepisy nic na ten temat nie mówią, zatem może być to zgoda ustna przekazana przez zgłaszającego telefonicznie czy przez radio. Problem zacznie się oczywiście wtedy, gdy dojdzie do wypadku a zgłaszający lądowisko będzie twierdził, że żadnej zgody nie dawał… Tu już wejdą kwestie dowodowe, analizowane indywidualnie dla każdego przypadku.

A dlaczego zgoda zgłaszającego jest taka ważna? Ano dlatego, że zgodnie z art. 93 ust. 5 Prawa lotniczego zgłaszający jest odpowiedzialny za bezpieczną eksploatację lądowiska. Czyli odpowiada np. za to, żeby droga startowa pozwalała na bezpieczne lądowanie, że na lądowisku nie biegają ludzie itp. W skrócie – zgłaszający musi zrobić wszystko, żeby na lądowisku możliwe było wykonanie bezpiecznego startu i lądowania zgodnie z procedurami określonymi w INOP (instrukcji operacyjnej). Dlatego, jeżeli zgłaszający wie, że bezpieczeństwa nie da się zapewnić, bo np. noc wcześniej ktoś rozjeździł DS. quadami to nie może wydać zgody na operację. Jeżeli natomiast mając wiedzę o niewłaściwym stanie lądowiska pozwala na operację lotniczą, to narusza tym samym wspomniany art. 93 ust. 5 Prawa lotniczego.

Kontynuuj czytanie „Wypadek lotniczy na lądowisku – rozkład odpowiedzialności”